-Siedzimy na szpitalu. Wpadniesz? Jest dużo ludzi, dużo alkoholu, dużo palenia. Powinnaś częściej wychodzić z domu, ostatnio sama mi to powiedziałaś! Masz okazje to zmienić.
-Będę za 20 minut. -Zamknęłam klapkę telefonu i uśmiechnęłam się sama do siebie. Byłam ubrana w dres i koszulkę, z niezliczoną ilością plam i dziur. Spodnie zmieniłam na szorty, a koszulkę na bluzę. Wiedziałam, że zmarznę. Trudno. Do torby wrzuciłam kilka rzeczy i zbiegłam na dół po schodach.
-Wychodzę, będę spać u Cass. - Dorota czytała jakieś raporty przy kawie i przy słabym świetle. Mruknęła coś do mnie i kiwnęła tylko głową na znak, że usłyszała.
Szpital, był szpitalem. Starym, pustym szpitalem, w środku lasu. Nie było tam prawie nic. Oczywiście poza kilkoma stołami chirurgicznymi, paroma łóżkami w niektórych salach. Tu i tam walały się stare gazety, sprzed dwudziestu lat. Kiedy ktoś chciał się zabawić szedł do tuneli. Podobno ciągnęły się pod całym lasem, podobno dochodziły do kilkunastu budynków w centrum, ale nikt nigdy tego nie sprawdził. Wszyscy za bardzo się bali, przez głupie historyjki, co to się nie działo w tych tunelach. Ale wszyscy do nich chodzili, żeby się obłapiać. Słabe światło, sporo ale jednocześnie niewiele miejsca. Dziewczyny trochę przerażone, a chłopcy zadowoleni, że mogą skryć się w ich objęciach, uciec przed potworami z labiryntów.
Szpital był miejscem wiecznych balang. W środku lata to miejsce nigdy nie zasypiało, a policja trzymała się z daleka od tego miejsca, nie wiedzieć czemu.
Więc poszłam do szpitala. Kiedy tylko był w zasięgu mojego wzroku, zaczęłam słyszeć hałasy dochodzące z niego. Śmiechy, tłuczone szkło, głośne rozmowy. Weszłam do środka, powitało mnie kilka osób. Poszłam dalej. Zaczęłam szukać osoby, która zadzwoniła do mnie, a przy okazji także Cass, u której rzekomo dzisiaj spałam. Przeszłam pół szpitala, aż w końcu znalazłam się w najbardziej odosobnionym budynku, w którym mieściły się wszelkie sale, związane z rozrywką. Ich atutem było to, że były ogromne, dzięki czemu były najlepsze do wszelakich libacji.
Z daleka zobaczyłam chłopaka o ciemnej karnacji, o czarnych włosach i o czekoladowych magicznych oczach. Był wysoki, szczupły, magiczny. Kręciły się wokół niego jakieś panienki, jak zawsze. Nigdy nie mogłam zaakceptować tego, że w oczach innych dziewcząt, wyglądałam podobnie jak one. Ale to nie była prawda. One widziały tylko to, co chciały widzieć.
Filip zauważył mnie, uśmiechnął się. Uprzejmie przeprosił panny skaczące obok niego i podszedł do mnie. Podziękował za przyjście, podał butelkę piwa. Po chwili podeszła do nas blondynka, przepiękna. O nieskazitelnie białych zębach i pięknych zielonych oczach. Jak mała musiałam być w porównaniu do Filipa i Cass. Taka szara.
Wypiłam jedno piwo. Potem następne. Potem wypiłam coś innego. Może to była wódka? Nie pamiętam. Potem poszliśmy na basen. W szpitalu był basen. Ale był pusty, suchy. Ktoś znalazł w budynku obok kilka opakować różnych farb. Zaczęliśmy pisać jakieś głupoty po ścianach. Potem znudziło nam się to, więc wszyscy zaczęli malowac po wszystkich. Leżałam na środku basenu, patrzyłam na zniszczony sufit, moja koszulka podniosła się do góry. Obróciłam się w bok, popatrzyłam na ścianę basenu, na której ktoś narysował zieloną farbą męskie genitalia. Ktoś dotykał mojego brzucha, widziałam blond kosmyki. Wstałam, wyszłam z basenu, sięgnęłam po następne piwo.
I obudziłam się w łóżku między mężczyzną a kobietą, z wzorami na całym ciele.
Uuuu, ostro :D
OdpowiedzUsuńSuper pomysł z nieczynnym szpitalem, ten początek szczególnie rozwalający: "Siedzimy na szpitalu. Wpadniesz? Jest dużo ludzi, dużo alkoholu, dużo palenia."
Rozumiem, że "spałaś" wraz z blondi i Filipkiem?
Męskie genitalia na ścianach są trendy.
Btw. WTWCYSIP: Skąd pewność, że B. kocha E. a nie S.?