Wróćmy, do mojego brata. Oczywiście brat przybrany.Gdy pierwszy raz go zobaczyłam, to pomyślałam, że nigdy wcześniej nie widziałam tak przystojnego i interesującego osobnika płci przeciwnej.
Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że będzie synem mojej macochy. To długa historia, chyba rozumiecie... Ale jeśli ktoś nie rozumie, to opowiem tak w skrócie. Miałam 5 lat, kiedy moja ukochana matula zginęła w wypadku samochodowym. No i mój ojciec trochę później znalazł sobie nową kobietę, to zrozumiałe. Dla mnie też. I w żadnym wypadku nie mam mu tego za złe! Gdyby sobie nikogo nie znalazł, to miałabym mu to za złe.
Bo każdy prędzej czy później musi iść naprzód. W ten, czy inny sposób.
Nie mówię, że byłam szczęśliwym dzieckiem. Bo nie byłam nim. Nigdy. Jakie dziecko może być szczęśliwe, jeśli ma tylko jednego rodzica z czwórką okropnych dziadków? Przy okazji dwoje z nich mnie nienawidziło. Odkąd zmarła moja matka. A dlaczegóż to? Bo wyglądałam dokładnie jak ona, podobno miałam nawet głos podobny do niej, a mój śmiech rozbrzmiewał jak ten mojej matki, nagrany na starych kasetach video.
Ale miałam mówić o moim bracie! Właśnie.
Muzyka docierała z mojego pokoju, aż do wyższego piętra. Nie dziwię mu się, że dosłyszał, bo ja ledwo co słyszałam własne myśli. Ale lubiłam głosną muzyke. Albo muzykę cichą, puszczaną głośno. Ona właśnie, zagłuszała moje myśli. Moje zmartwienia, wszystko.
-Mogłabyś to ściszyć?- Zamyśliłam się, nie słuchałam go. Teraz na jego twarzy malowało się zwykłe zirytowanie. Kiedy poraz drugi nie zareagowałam na jego prośbę, wszedł do pokoju, ściszył muzykę i odetchnął z ulgą.
-Wystarczyło poprosić.- Posłałam mu wtedy najpiękniejszy z moich uśmiechów. On go odwzajemnił i usiadł pod oknem. Parapet został zamieniony na siedzisko, niczym z filmów. Jestem pseudo-romantyczką, przyzwyczaicie się.
Muszę wam powiedzieć, że często myślałam, jak to by było między mną a Patrykiem. Wiedziałam, że to mój brat. Ale zawsze był dla mnie ideałem mężczyzny. Z wyglądu, był nieziemski. W środku, trochę zepsuty. Nie. Zepsuty to złe słowo. Kojarzy się ze zwykłym niegrzecznym chłopcem. Z takim, którego pragną wszystkie kobiety. W środku, był trochę zgniły. W ten zły sposób. Kiedy coś gnije, to zaczyna po prostu śmierdzieć. To Patrykowe gnicie powodowało, że wszyscy momentalnie się odsuwali od niego. A jemu to odpowiadło. Bo on nie chciał sprzątać tych zgniłych śmieci. On do nich dokładał, żeby odór zgnilizny unosił się jeszcze bardziej.
ZAJEBISTE, wybacz, może blogspot mnie ogwiazdkuje, ale nie wiem jakiego mocniejszego słowa mogłabym użyć!
OdpowiedzUsuńO tej zgniliźnie! Jezuu, doskonałe porównanie, no zaraz wyjdę z siebie i stanę obok, zazdroszczę Ci tego jak piszesz. Niby krótko, a powala.
Gdzieś sobie zapiszę ten kawałek, jeśli pozwolisz, jako pseudo-romantyczka.
Weny, weny, weny, więcej takich wpisów!
No już, bo się zawstydzę! No ale dziękuję, dziękuję.
UsuńMuszę Ci powiedzieć, że napisałam już duuużo więcej, wena się mnie utrzymuję, więc pisze ile tylko się da! I umyślnie wstawiam tak mało. Nie wiem dlaczego tak, po prostu... To już mój nawyk :3